Strona główna » Historia cz.3

Nasza historia

3. Dwie kreski

Szukamy doktora
Nasz Doktor
Skuteczna inseminacja
Ale jaja...
Zakończenie



Szukamy doktora.

W trakcie przeprowadzki mieliśmy kolejną, piatą już inseminację. Jako że była nieskuteczna pojawiało się znowu myślenie o in vitro. Tym razem miało to sens. Wszystkie badania wykonaliśmy (tak się nam wydawało), wiadomo było co komu dolega, kolejne inseminacje nie przyniosły ciąży więc czas na kolejny etap - in vitro.

Jednakże w międzyczasie nasi znajomi także podchodzili do inseminacji (w Warszawie) - oni akurat w prywatnej klinice. Porównaliśmy oba zabiegi i okazało się, że różnic jest wiele m.in. w prywatnej klinice nasienie zostało podane po 30 minutach a nie po 3 godzianach; nasienie zostało podane na "pękniętym jajku"; po zabiegu koleżanka dostawała leki (Duphaston), etc.

Zważywszy na powyższe różnice, które tylko potwierdziły nasze wcześniejsze przeczucia, postanowiliśmy, że przed podejściem do in vitro spróbujemy po raz ostatni inseminacji w prywatnej klinice / gabinecie (oczywiście innej aniżeli tej w której robiliśmy pierwsze badanie nasienia). Wierzyliśmy, że zabieg w prywatnej, wyspecjalizowanej klinice będzie jednak bardziej zoptymalizowany. Wyjazd do Warszawy był nieco kłopotliwy, więc zaczęliśmy szukać w Poznaniu. W sierpniu 2008 roku oczywiście "przez przypadek" (nawiasem mówiąc nie wierzymy w przypadki tylko w "synchronie") polecono nam lekarza , jak to określono „pasjonata w swej dziedzinie”(Lekarz nr4).

Nasz Doktor

Pierwsza wizyta wbiła nas w ziemię. Po pierwsze trwała ona ponad 30 minut!!! U wcześniejszych lekarzy każda z wizyt nie trwała dłużej niż 10-15 minut, poczym oboje mieliśmy odczucie, że następna para już czeka więc ... wizytę należy zakończyć. Tutaj pomimo pełnej sali oczekujących osób, doktor znacznie przekroczył czas przeznaczony na pojedynczego pacjenta. Ale nie to jest najważniejsze. Po drugie - przez ten czas Pan Doktor pytał, analizował i słuchał !!! Pytał o choroby okresu dzieciństwa, analizował wszystkie dotychczasowe badania, słuchał naszej historii. Wow! Po trzecie - zalecił nam kolejne badania, których wcześniej nikt nie robił. Po czwarte - nakreślił nam plan. Powiedział, że owszem in vitro ale spróbujmy najpierw inseminację. Po piąte - powiedział nam jak powinna wyglądać skuteczna inseminacja. Po szóste - doktor sugerował nam, że warto zaakceptować...adopcję. Po wyjściu z gabinetu jakby przeszył nas prąd. Nigdy nie zapomnimy tego uczucia - po prostu byliśmy w 100% pewni, że w końcu trafiliśmy w dobre ręce. Czuliśmy się bosko. Nawet jeśli inseminacja by nie wyszła, to z tym lekarzem chcieliśmy przystąpić do in vitro. 100% zaufanie połączone z naszą 100% świadomością.

Skuteczna inseminacja.

Podczas drugiej wizyty otrzymaliśmy najnowsze wyniki badań, m.in badań hormonalnych. Wyniki Piotra były bez zmian. 15% ruchliwości typu A. Wyniki Kasi - no cóż, Doktor znalazł m.in. zbyt wysoką prolaktynę (prolaktyna względna). Do tej pory Kasia nie była medycznie leczona żadnymi lekami. Poczas wizyty lekarz zalecił m.in. Bromergon. Pierwsza inseminacja nie wyszła ale Doktor od razu powiedział, że nie jest z niej zadowolony, gdyż odkrył, że potrzebny jest jeszcze jeden zabieg - histeroskopia. Po tym zabiegu postanowiliśmy wspólnie z Doktorem, że podchodzimy do ostatniej i jednocześnie pierwszej w pełni zoptymalizowanej inseminacji. (więcej - 2 krok Inseminacja)

Tutaj ważne aby podkreślić zasadniczą zmianę jaka zaszła w naszym myśleniu - po pierwsze byliśmy gotowi na in vitro (była już ustalona data), po drugie oboje zaakceptowaliśmy adopcję. Dzięki czemu mieliśmy następujące myśli: nawet jeśli ta ostatnia inseminacja by nie wyszła, nie wyszłoby in vitro to byłaby adopcja - a więc wiedzieliśmy, że tak czy siak ZOSTANIEMY RODZICAMI.

Do zabiegu podeszliśmy na totalnym luzie, wręcz ... bez wiary czy nadziei, że w końcu się uda. I to jest chyba najważniejszy klucz - akceptując kolejne kroki jako kolejne szanse oraz akceptując adopcję uwalnia się psychika, człowiek przestaje kurczowo trzymać się danej metody, nie boi się aż tak bardzo, że nie wyjdzie... Krótko mówiąc pojawia się luz psychiczny. To o czym setki razy zapewne słyszycie.

Ale jaja...

Po około 10 dniach po ostatniej inseminacji udaliśmy się na badanie krwi - bardziej precyzyjne badanie aniżeli test ciążowy. Wyniki odebraliśmy w kopercie. Postanowowiliśmy ją otworzyć dopiero w domu. Zjedliśmy kolację, wypiliśmy kawę - dobra otwieramy. Wynik .... pozytywny !!!!!!!!!!!!! Każde z nas chyba po 20 razy czytało tą kartkę z wynikiem...ale...poczekajmy jak lekarz potwierdzi. To była taka WIELKA radość na raty. To była mieszanka wielkiej euforii ze strachem, że może być wczesne poronienie albo jakiś błąd badania... Po 7 dniach zrobiliśmy test ciążowy - wynik dwie kreski!!!! - a po kolejnych 14 dniach pojechaliśmy do Naszego Doktora, który stwierdził z wielką radością (cytujemy): Ale jaja. Mamy ciąże!



Zakończenie

Mamy nadzieję, że nasza historia doda Wam otuchy w staraniach. To prawda, że wszystko jest możliwe i że marzenia się spełniają - ale niestety przedłużające się w czasie starania mają negatywny wpływ na tyle płaszczyzn życia, emocje, praca, sex, związek, że naprawdę nie ma sensu w nieskończoność tego przedłużać. Szkoda życia. Nie mielibyśmy odwagi aby to wszystko opisywać czy układać jakieś tezy o 4 krokach, gdybyśmy nie byli mocno przekonani, iż ten końcowy sukces jakim jest dziecko, to nie tylko osoba Naszego Doktora ale także My - nasza wiara, nasze wątpliwości, nasze przeczucia, nasz plan, nasze poszukiwania i w końcu, nasza akceptacja kolejnych etapów, jako kroków do zostania rodzicem.

1 | 2 | 3

Copyright 2009 by K&P
info@4krokidocudu.pl