Strona główna » Historia cz.2

Nasza historia

2. Walka z niepłodnością

Definicja niepłodności
Pierwsze badania
Doktor Google
Na żywca...
Pierwsza inseminacja
Kolejne inseminacje
Przeprowadzka. Zmiana stylu życia
Podsumowanie



Definicja niepłodności

Czym się różni "bezpłodność" od "niepłodności"? Bezpłodność to "trwała niezdolność do zostania rodzicami". Kobieta jest na pewno bezpłodna, kiedy nie ma macicy i/lub jajników albo już przestała jajeczkować. Mężczyźni stają się bezpłodni, gdy na przykład wskutek wypadku czy operacji tracą oba jądra. Niepłodność to na ogół odwracalna, tymczasowa niezdolność do zajścia w ciążę lub spłodzenia dziecka. Zgodnie z definicją, o niepłodności mówimy wtedy, kiedy w ciągu 12 miesięcy regularnego współżycia, bez zastosowania antykoncepcji, nie dochodzi do poczęcia dziecka. Strona 4krokidocudu.pl traktuje o niepłodności.

Pierwsze badania

Kasia zaczęła częściej chodzić do Pani Ginekolog (Lekarz nr1) już nie na rutynowe kontrole tylko "z problem z zajściem". Badania bardzo pobieżne z wynikiem dobrym tzn. nic nie znaleziono. Ocena jajeczkowania zakończona sugestią "dziś i jutro proszę się kochać". Wydawało nam się, że to wszystko co można zrobić w kwestii badań u kobiety. Po kolejnych nieudanych razach i przy braku jakichś konkretnych zaleceń, delikatnie zapytaliśmy Pani Ginekolog czy może warto aby Piotr się przebadał. Odpowiedź brzmiała - oczywiście to dobry pomysł. Tutaj pierwszy raz zapaliła nam się czerwona lampka - kilka miesięcy chodzenia do specjalisty i żadnych sugestii co do badań dla mężczyzny? Być może Pani Ginekolog opierała się na utrwalanej przez lata błędnie koncepcji, iż przy niepłodności to kobieta jest główną przyczyną problemu.

Pójście na badanie zajeło Piotrowi nieco czasu. Dlaczego? Strach przed wyrokiem. Dla mężczyzn problem niepłodności jest bardzo, ale to bardzo trudny do zniesienia i zaakceptowania. Co, JA nie mogę dzieci? Niepłodny facet to pół facet. Dziecko, dom i drzewo...zadania dla prawdziwego faceta. I tak dalej - takie oto myśli są w głowie i nie odpuszczają.
Na czym polega badanie? Idzie się do specjalistycznej kliniki leczenia niepłodności lub do szpitala do specjalisty androloga. Następnie w specjalnym, zamkniętym pokoju (lub ... ubikacji) oddaje się nasienie czyli mówiąc wprost - dokonuje się masturbacji do plastikowego pojemnika. Plemniki musza spełniać 3 główne kryteria:

- ilość tzn. minimum 20 mln (według aktualnych norm)
- muszą się ruszać do przodu - ruch typu "A i B" min. 50%
- muszą być zdrowe - tzw. morfologia min 20% zdrowych


Na badanie nasienia wybraliśmy prywatną Klinikę Leczenia Niepłodności (dość znaną). Wyrok brzmiał - ilość ok, jakość ok, ruchliwość zerowa czyli porażka. U mężczyzn jednak badanie należy powtórzyć po jakimś czasie gdyż jakość i ilość plemników jest zmienna w czasie - raz są lepszej jakości raz gorszej. Powtórzone badanie było praktycznie identyczne - ilość ok, jakość ok, ruchliwość zerowa czyli znów porażka. Przy takich wynikach prawdopodobieństwo zajścia w naturalną ciążę jest praktycznie zerowe - plemniki "nie idą do przodu" w kierunku jajka. W takim przypadku dalsze badania są już mało sensowne. Pozostaje In Vitro. Krótko mówiąc - Piotr jest niepłodny. Problem z mężczyznami jest taki, iż generalnie ... nie ma leków na poprawę płodności męskiej czyli na plemniki. U kobiet praktycznie 80% problemów jest do wyleczenia. Współczesna medycyna jakby zapomniała o mężczyznach. Wynika to z faktu, iż przez lata za główne źródło problemu niepłodności uważane były kobiety. Niestety przez lata była to błędna diagnoza.

Ten etap zakończyliśmy wspólną wizytą we wspomnianej Klinice u Doktora Ginekologa (Lekarz nr2), który bez ogródek rzekł, iż przy takich wynikach mężczyzny dalsze badania i działania nie mają sensu i należy przystąpić do In Vitro. Czyli ogłosił nam, że jesteśmy niepłodni. Dla pary marzącej o dziecku, kochającej dzieci, dla w pełni zdrowych ludzi - takie słowa to coś strasznego. Pomimo że przygotowywaliśmy się, że tak może być - to niestety konfrontacja z faktami pokazała jak słabi jesteśmy. Oboje płakaliśmy po wyjściu. Tak po ludzku.

Doktor Google

W miarę upływu czasu coś nam jednak nie dawało spokoju. Po pierwsze będąc w pełni zdrowym mężczyzną, bez chorób czy wypadku w przeszłości, trudno było zrozumieć u Piotra zerową ruchliwość plemników. Po drugie - ilość, jakość i ruchliwość plemników powinny nieco różnić się od siebie przy kolejnych badaniach. U Piotra były praktycznie takie same. Po trzecie - od momentu wejścia do Kliniki wciąż krążyło słowo in vitro, in vitro, in vitro. Nasza intuicja mówiła nam, że zanim dojdzie do in vitro należy podjąć jakąś próbę leczenia, choćby witaminami. A In vitro traktować jako kolejny krok lub wręcz jako ostateczność.

Zaczęliśmy szukać w internecie. Śmialiśmy się, że mamy wizytę u "Doktora Google". Znaleźliśmy wiele informacji jak można polepszyć jakość nasienia m.in. poprzez witaminy, sposób życia, noszenie bokserek...etc. (więcej - Rady dla niego). I choćby medycyna mówiła, że niewiele z tych działań może wynikać, to dla psychiki mężczyzny mieć cel i móc walczyć było czymś niezbędnym i mogło zadziałać jak placebo. Drugą rzeczą jaką postanowiliśmy zrobić to wykonać kolejne badanie nasienia, tym razem w Państwowym Szpitalu. Wyniki przeszły najśmielsze oczekiwania. Okazało się, iż ruchliwość plemników typu A z 0% skoczyła do 15% !!! To nadal mało ale zawsze coś! Zważywszy że pomiędzy badaniami nie wykonywaliśmy żadnego leczenia farmakologicznego, taka skokowa poprawa parametrów nasienia wskazywała albo na cud albo na ... No właśnie, na co? Zważywszy na wynik podwójnego badań, ciągłą presję na in vitro ze strony lekarzy z prywatnej kliniki oraz informacje od innych par, których wyniki również były zadziwiająco słabe - wniosek niestety nasuwa się jeden. Celem niektórych kliknik jest nie leczyć, a zarabiać na in vitro (podkreślamy - niektórych klinik). Bardzo brutalne ale niestety prawdziwe. Co robić?

Oczywiście nie jest naszym celem skreślenie korzystania z prywatnych klinik leczenia niepłodności jako drogi do dziecka, natomiast ten przykład pokazuje, iż po pierwsze warto wykonać badania w dwóch niezależnych ośrodakch (m.in. w szpitalu publicznym) oraz po drugie nie ulegać presji na in vitro, które w naszej filozofii powinno być traktowane jako 3 krok, poprzedzony szczegółowymi badaniami (więcej - 1 krok Naprotechnologia) oraz inseminacją. (więcej - 2 krok Inseminacja)

W tym miejscu mała dygresja - kolejnym bardzo bolesnym problemem w przypadku leczenia niepłodności są pieniądze. Niestety leczenie kosztuje. Nie poruszamy jednak na tej stronie tego problemu, gdyż po prostu nie wiemy jak bez pieniędzy poradzić sobie z problemem. Nie komentujemy także stawek za badania, za leki, za wizyty u lekarzy...po prostu nie ma innego wyjścia.

Na żywca...

Oczywiście po tych wydarzeniach zrezygnowaliśmy z usług prywatnej Klinki. Piotr bazując na informacjach z internetu zaczął jeść różne witaminy, zrezygnował z noszenia slipek na rzecz bokserek oraz z ciepłych kąpieli (przegrzewanie jąder), etc. (więcej - Rady dla niego). Jako że kolejne próby zajścia w ciąże w trybie naturalnym nie powiodły się, postanowiliśmy wrócić do naszego pierwszego lekarza - Pani Ginekolog (Lekarz nr1). Pani Doktor przynajmniej nie namawiała nas od razu na in vitro tylko podjęła próbę leczenia. Po otrzymaniu wyników badań nasienia (tych prawdziwych) stwierdziła, iż nie są one złe - przeciętne jak na obecne standardy życia i nie wykluczają zabiegu Inseminacji. Natomiast aby inseminacja miała sens należało sprawdzić czy kobieta ma drożne jajowody - czyli że jajko bez problemu może przemieścić się jajowodem z jajnika do macicy, gdzie ma dojść do zapłodnienia. Zabieg ten nazywa się HSG. W internecie wiele dziewczyn określa ten zabieg jako bolesny dlatego też poprosiliśmy, aby Kasia była wcześniej znieczulona. Zabieg odbył się w jednym z publicznych szpitali w Poznaniu i niestety pomimo obietnicy - bez znieczulenia. Pomimo że byliśmy skłonni za nie zapłacić. Kasia z bólu...zemdlała. Na pytanie zadane Pani Doktor "dlaczego nie dostała znieczulenia" otrzymała odpowiedź: " Pani to jest jakaś taka przewrażliwiona". To nam się w głowie nie mieściło szczególnie, iż dowiedzieliśmy się, że w innych poznańskich szpitalach znieczulenie przy HSG jest standardem.

Dodam, iż badanie nie zostało w szpitalu omówione przez lekarza. Otrzymaliśmy tylko kartkę papieru i zdjęcie z suchymi, nic nam nie mówiącymi informacjami. Wynik zinterpretowaliśmy wraz z Doktorem Google - wynikało, że Kasia ma niedrożny lewy jajowód, co oznacza, iż ciąża naturalna jest oczywiście nadal możliwa ale tylko, gdy jajko idzie prawym jajowodem czyli średnio co drugi cykl. Na tym etapie już oboje jesteśmy trochę niepłodni. Statystycznie - bardzo mała szansa na ciąże.

Wracając do zabiegu - Kasia odczuwała bóle brzucha jeszcze przez 4 tygodnie, nie mówiąc o tym ,że przez 3 miesiące jakakolwiek próba zbliżenia kończyła się bólem - fizycznym i psychicznym. Oczywiście zrezygnowaliśmy z usług Pani Doktor. Pojechaliśmy na wakacje -wyluzować się -:)

Pierwsza inseminacja

Po powrocie z wakacji i kolejnych pojedynczych kreskach na testach, postanowiliśmy skorzystać z Państwowej Służby Zdrowia. Trafiliśmy do Pana Profesora od ginekologii (Lekarz nr3). Czyli lepiej trafić nie można. Bo kto ma lepszą wiedzę i więcej doświadczenia aniżeli Profesor? Postanowiliśmy poddać się wszystkich działaniom, które nam zasugeruje. Follow the doctors - śmialiśmy się. Bazując na badaniach (niedrożny jajowód, mała ruchliwość plemników) została podjęta decyzja o przeprowadzeniu zabiegu inseminacji (więcej - 2 krok Inseminacja). Tak w skrócie - mężczyzna oddaje nasienie, które następnie jest "ulepszane" w laboratorium. Dzięki ulepszeniu oraz bezpośredniemu podaniu do macicy, plemniki mają krótszą trasę do zapłodnienia jajka.

Pierwsza inseminacja była dla nas bardzo stresująca. Wiadomo - pierwszy raz. Po oddaniu nasienia w budynku A, udaliśmy się do budynku B, gdzie lekarz miał podać nasienie. Po 3 godzinach czekania na korytarzu i trzymaniu probówki z nasieniem w rękach (aby było ciepłe) Kasia została zaproszona do pokoju zabiegowego. Nasienie zostało podane. Trochę dziwiło nas, że tyle musieliśmy czekać. Tłumaczyliśmy to sobie, że to szpital, gdzie cały czas coś się dzieje i lekarze wciąż są zajęci. Niestety - po 2 tygodniach znowu jedna kreska. Bardzo nas to zdołowało. Tak bardzo wierzyliśmy, iż w końcu nam się uda. Bo wiedzieliśmy już co nam dolega, bo byliśmy w najlepszych rękach, bo w końcu wierzyliśmy, że to już będzie koniec tej wędrówki.

Kolejne inseminacje

Po pierwszym niepowodzeniu postanowiliśmy nie robić sobie przerw i od razu zrobić kolejną inseminację. Wyglądała podobnie. Oddanie nasienia, mniej lub więcej godzin na korytarzu na parapecie, potem podanie i wielka nadzieja. I nic. Po trzecim nieudanym razie zaczęliśmy mieć pewne wątpliwości. No bo jeśli nasienie jest słabe, to czy nie powinno być podawane od razu po oddaniu? Po to aby zwiększyć skuteczność? Ponadto, jeśli w procesie zachodzenia w ciąże tak ważna jest psychika (o czym wszyscy piszą i mówią) to przedłużająca się niepewność, kiedy nastąpi zabieg i czekanie na korytarzu raczej nie sprzyja wyluzowaniu. No dobra - ale może my się nie znamy. Trzeba zaufać lekarzom. Po tylu niepowodzeniach bardzo chcieliśmy być czegoś pewni i pomimo olbrzymich wątpliwości co do optymalizacji zabiegu, postanowiliśmy nic nie zmieniać i dalej próbować. W szpitalu powiedziano nam, że inseminacji można zrobić nawet kilka. Po czwartym nieudanym zabiegu - postanowiliśmy znów udać się do Doktor Google. Możecie się spytać dlaczego tak późno? Po prostu - jak jesteś w rękach Profesora i jednego z najlepszych polskich szpitali - to nie zadajesz pytań, bezgranicznie wierząc i opierając się na autorytecie. Niestety również Doktor Google niewiele wniósł, gdyż informacje dotyczące inseminacji są w internecie bardzo zdawkowe. Nie było zaleceń co do dalszych badań więc pozostało nam próbować, pomimo wątpliwości. Po kolejnej (piątej) nieudanej inseminacji byliśmy bardzo zrezygnowani. Akurat zaczynały się wakacje.

Przeprowadzka. Zmiana stylu życia

W międzyczasie postanowiliśmy podejść do problemu niepłodności holistycznie czyli poszukać źródeł problemu na różnych płaszczyznach naszego życia - od psychiki, poprzez styl pracy, na miejscu zamieszkania skończywszy. Zaczynając od ostatniego. W jednych z rozmów na temat "co nas może psychicznie blokować" Kasia doszła do wniosku, że wyobrażając sobie spacery z dzieckiem otoczenie było diemetralnie różne od tego w którym mieszkaliśmy. W wyobraźni była kostka brukowa, ławeczki do siedzenia, zieleń...Śmieszne? No cóż - my już wszystko braliśmy pod uwagę. Jak na naszym osiedlu zaczęła się budowa kolejnego bloku, co kompletnie zablokowało jedyny chodnik spacerowy oraz zakłóciło spokój (budowa także w soboty) w ciągu minuty postanowiliśmy znaleźć nowe mieszkanie. Długo nie szukaliśmy nowego osiedla. Jak tylko zobaczyliśmy kostkę brukową, ławeczki, zieleń a dodatkowo zadbany i nowoczesny plac zabaw pełen dzieci...podjeliśmy decyzję. Przeprowadziliśmy się w ciągu 3 miesięcy.

Oboje bardzo zwolniliśmy w pracy. Do tej pory naszą naczelną zasadą była optymalizacja pracy - czyli zrobić więcej w krótszym czasie. Niestety pracując w takim trybie często zapomina się o śniadaniu, obiedzie, dzienna dawka owoców zastępuję 11 filiżanka kawy...etc. Czy ma to wpływ na płodność? Zakładaliśmy, że tak. Postanowiliśmy, że nasze zdrowie i spokój staje się teraz najważniejsze. Jeśli chodzi o odżywianie się - zawsze śniadanie i obiad, owoce, dużo wody; jeśli chodzi o tempo - to tylko takie, które nie spina i nie powoduje zbędnego stresu. Łatwo się pisze, trudniej było wdrożyć ale generalnie udało się nam. Nawet gdyby nie udało się zajść w ciąże - nowe podejście bardzo nam pasowało i pomogło złapać dystans do siebie i sytuacji.

Co było jeszcze w głowach? Bardzo dużo. Dodatkowo emocje potęgowały niektóre myśli typu "nie możemy mieć dziecka to może nie pasujemy do siebie? Może rozwód". Tak, to były jedne z bardziej obciążających myśli. Po roku starań mieliśmy bardzo trudny moment. Na szczęście udało nam się przez niego przejść. I teraz choćby nie wiem co, wiemy że pasujemy do siebie.

W temacie "głowy" polecamy książkę - "Opowieści terapeutyczne o niepłodności" Bogdy Pawelec. Jest tam podanych wiele historii o zabarwieniu psychoterapeutycznym.

Podsumowanie rozdziału.

Co do kwestii „inseminacje w państwowym szpitalu” zamkniemy go stwierdzeniem, iż nie jest to miejsce, w którym zabiegi leczenia niepłodności są optymalnie przeprowadzane. Generalnie niepłodność jest traktowana po macoszemu, trochę "przy okazji". Bo to przecież nie jest choroba. Taka kolej rzeczy - ten sam lekarz co robi inseminację czy in vitro ma tysiąc innych, często trudniejszych spraw na głowie. Nikogo tam nie interesuje los czy psychika kobiety, która za chwilę ma zajść w ciąże. Siedzenie i czekanie na parapetach i korytarzach, trzymanie nasienia w biuście czy ciągłe szukanie lekarza...taka to była rzeczywistość. Po prostu nie zoptymalizowana (ach - jak my lubimy to słowo). Bardziej zoptymalizowane są zabiegi w prywatnych klinikach wyspecjalizowanych w leczeniu niepłodności, ale tutaj czasami główną intencją może być maksymalizacja zysku (czyli od razu in vitro) a nie maksymalizacja Waszego dobra.

Nie chcemy zniechęcić Was tymi słowami do państwowej służby zdrowia, tak jak nie chcemy znięchęcać do prywatnych kllinik. Naszym celem jest zachęcić Was abyście podeszli do leczenia w pełni świadomie - w jakimś stopniu wzięli sprawy w swoje ręce, wiedzieli czego oczekiwać, na co uważać, czego nie słuchać, nie bali się pytać i mówić głośno o wątpliwościach. Zaufanie wobec lekarzy, szpitali czy całego procesu leczenia nie musi oznaczać bierności z Waszej strony. Według nas bierność skazuje nas na przypadek - uda się albo nie uda. Świadomość - zwiększa skuteczność procesu leczenia.

1 | 2 | 3

Copyright 2009 by K&P
info@4krokidocudu.pl